Plan porodu

Dodano 11 września 2017, w Bez kategorii, przez Linka

Kawa u teściów. Oczywiście my do nich poszliśmy. 1,5 godziny spędzone na rozmowie. Miłej, uprzejmej, sympatycznej. Rozmawialiśmy o ICH emeryturach, o ICH ogródku, o ICH zajęciach w pracy i w domu. Zero pytań o moją ciążę, zero pytań, co u nas słychać, zero pytań o męża pracę, zero pytań o Malutką. Kompletnie nic się o nas nie pytali. I kompletnie ani słowa na temat ciąży, ani wstawki, ani pytania, ani nic. Po wizycie mąż znów był rozgoryczony. Nie dziwię się mu. Niby ma rodziców, ale czuje się tak, jakby ich tracił.

* * *

Zgaga
Zgaga dopadła mnie nieco mocniej. Był taki jeden dzień, w tym 37 tygodniu, że przez cały czas mnie trzymała w garści i to całkiem nieźle. Za to ja nie wiedziałam już, co z sobą począć. Ratunkiem okazał się być sen. Następnego dnia było o niebo lepiej.

* * *

Wymioty
A to ci niespodzianka! Od jakiegoś tygodnia, z rana, w czasie śniadania, nagle dopadała słabość w postaci mdłości. Jakoś udawało mi się „uspokoić”, ale w końcu nadszedł dzień, w którym nie wytrzymałam. Zwymiotowałam wszystko, co tylko się dało. I po kilku minutach mogłam dalej dokończyć śniadanie. Taki dziwoląg ze mnie :)

* * *

Szkoła
Malutka rozpoczęła właśnie przygodę ze szkołą. Pierwszego dnia okazało się, jedna z dziewczynek jest rodziną rodziny i nie tak dawno razem bawiły się na weselu, poprzez które połączyły się te rodziny. Wiem, wiem, zagmatwane to… W każdym razie Malutka i ta dziewczynka polubiły się, siedzą razem w ławce i jeszcze na dniu otwartym też siedziały razem, nie wiedząc, że tak naprawdę już się znają i razem się już bawiły.

Malutka na szczęście jest zadowolona ze szkoły. Podoba jej się i chce do niej chodzić. Oby ten stan trwał jak najdłużej…

Moja mama oczywiście od razu dzwoniła już w pierwszy dzień i pytała się, co i jak w szkole. Teściowie – cisza. Mąż znów rozmyślał, a ja próbuje go od tego myślenia odciągnąć, no bo po co ma się męczyć. I tak już nic nie wymyśli i nie pozna powodu, dla którego tak się zachowują.

* * *

Wizyta
Przesunięcie terminu wizyty z przyszłego tygodnia na ten. Nieoczekiwanie. Zaskakująco. Stresująco. Głównym tematem wizyty był poród. O rany… Jeszcze nie przyzwyczaiłam się do ciąży, a tu już mam rodzić… Również nieoczekiwanie okazało się, że rodzić będę w innym szpitalu, niż do tej pory myślałam… Za dużo tych nowości, przez co głowa mi pęka od nadmiaru informacji…

Plan jest taki:
26 września mam stawić się w szpitalu. O godz. 9:00.
27 września mam mieć cesarkę.
29 września lub 30 września – jak dobrze pójdzie – do domu.

Jak ja bym chciała, aby był już październik… Jestem zszokowana, wystraszona i przerażona wizją szpitala!

Boję się personelu i ich traktowania mnie.
Boję się opieki nad dzieckiem. Chciałabym, aby Kruszynka była cały czas ze mną. Ale czy po operacji (nie ukrywajmy, że cc to jednak operacja) będę w stanie sprostać potrzebom dziecka i swoim.
Boje się braku pomocy. Podobno w tym szpitalu jest krucho z odwiedzinami i co za tym idzie pomocą ze strony męża.
Boje się zresztą wszystkiego…

Kruszynka waży 2800 g. Jest zdrowa. Ktg wyszło dobrze. Żadnych skurczy, a więc póki co dziecko jeszcze się do nas nie wybiera.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>