Raz lepiej, raz gorzej

Dodano 12 kwietnia 2017, w Bez kategorii, przez Linka

15 tydzień mojej ciąży był znośny. Czułam się w miarę ok. Wymioty się zdarzają, ale ogólnie dokucza mi teraz słaaaabość.

W ten mój „dobry dzień” pojechaliśmy do nieco większego miasta na zakupy. Kupiliśmy parę potrzebnych rzeczy, w tym buty (adidasy dla mnie i dla męża). Co prawda w tym roku nie pojeździmy sobie na rowerach, jak to zwykle bywało, ale w nowych adidaskach zawsze najwygodniej…

W czasie przechadzki po centrum handlowym zaczęło mi być dziwnie. Otóż wokół mnie zrobiło się głucho, obraz pociemniał i zaczął się kołysać, w jednej chwili pot oblał moje ciało i każdy kolejny krok był dla mnie coraz większym wyczynem. Na szczęście tuż obok były stoliki i krzesełka. Usiadłam i od razu zaczęłam się rozbierać, bo czułam jak całe plecy i kark mam mokre. Po chwili doszłam do siebie, ale gdyby nie to krzesło, to zemdlałabym zupełnie.

Atmosfera w domu jest cudowna. Cudowny mąż. Cudowna córka. I cudownie rosnący brzuszek.

Szkoda tylko, że teściowie są jacyś dziwni. Przez te wszystkie lata naszego małżeństwa byli ok. Jeździliśmy do nich na kawę raz, czasami dwa, a nawet i trzy razy w tygodniu. Siedzieliśmy, rozmawialiśmy, oni opowiadali różne rzeczy, mieli do nas zaufanie i my raczej do nich też. Jedyną rzeczą o czym im nie mówiliśmy, to te nasze heroiczne starania o powiększenie rodziny. Jak wiadomo w grudniu co nieco im powiedzieliśmy, no i zaczęły się schody w naszych kontaktach. A już na pewno olbrzymie schody pojawiły się w lutym, gdy powiedzieliśmy im o ciąży. Od tego czasu my do nich nie jeździmy, bo przecież ja tyle czasu musiałam leżeć, a teraz już nie leżę, ale i tak się słabo czuję, więc nie jedziemy. Oni do nas też nie jeżdżą. Mają nas totalnie w nosie!!!

A gdy już się spotkaliśmy, bo zaprosiliśmy ich na działkę, na kawę, to przyjechali. Ale z łaską. Nawet kawy nie wypili. Chwilę posiedzieli, lody przywieźli, więc je zjedliśmy. Pytanie o to, jak się czuje padło na początku, ale w formie pytania retorycznego. Nawet nie chcieli słuchać odpowiedzi, więc odpowiedziałam, że „dużo by opowiadać”. Temat od razu został zmieniony przez teściową i już więcej nie wrócono do mojej ciąży. Poza tym wkurzyłam się, bo zaczęli opowiadać, że teraz wszyscy są w ciąży, bo wszyscy chcą dostać 500+. Jak byli w kościele, to widzieli ta jest w ciąży, tamta jest w ciąży i jeszcze tamta i tamta… Wkurzyłam się na maksa, aż po prostu bez słowa wyszłam, żeby się uspokoić i nie palnąć jakiegoś słowa za dużo. Od razu wszystkich wrzucili do jednego worka, że każdy chce mieć dziecko tylko i wyłącznie dla pieniędzy. A prawda jest taka, że ja kicham na te pieniądze, bo chce mieć dziecko, a nie te pieprzone pisowskie 500zł. A poza tym wysyp ciąży jest w ich oczach, bo ciężarne kobiety jesienią i zimą chowały swoje brzuchy w kurtkach zimowych, a teraz jest ciepło i nie trzeba tego robić. Co roku tak jest. Ja doskonale o tym wiem, bo wiele razy wychodząc wiosną i latem do miasta, wracałam do domu z płaczem, bo tyle tych ciężarnych naliczyłam. Nie mówię, że nie istnieje jakiś odsetek ludzi, co kuszą się na te pieniądze, ale na litość boską to jest patologia, bo kto normalny chce mieć dziecko tylko i wyłącznie na miesięczny dochód 500zł.

Generalnie po tym spotkaniu byłam wnerwiona na maksa. Jak się uspokoiłam i wróciłam do nich, to oni już szli do domu, więc traktowali to nasze zaproszenie na kawę jako obowiązek do spełnienia? Jakiś punkt do odhaczenia? Zło konieczne? Nie rozumiem.

Mi jest ciężko i nie mogę się z tym pogodzić, a co dopiero ma powiedzieć mój mąż? On chce być wobec nich ok, ale sam widzi, że są bardzo niesprawiedliwi do nas. Widzę, jak cierpi.

Otagowane:  

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>