Z cukrem mi nie po drodze

Dodano 25 czerwca 2017, w Bez kategorii, przez Linka

Witaj trzeci trymestrze! Na dworze upały, choć przez jeden chłodny dzień, jaki się zdarzył, zdążyłam się przeziębić! Kaszel mam straszny, ale poza tym jest ok.

Ten tydzień (26-sty) nie należał do najprzyjemniejszych. Można powiedzieć, że był okropny. Przeważał smutek, nostalgia i zagubienie. Zresztą zagubiona to ja!

***

Bóle nóg
W nocy, a szczególnie nad ranem bolały mnie nogi. I to tak perfidnie mocno, że spać nie mogłam, kręciłam się w łóżku i jedynym ratunkiem dla mnie było po prostu wygramolenie się z wyrka. Dopiero wtedy nogi przestawały boleć i cały dzień było ok. Nie wiem czym był spowodowany ten ból, bo:
- bolały mnie nogi (szczególnie prawa) tylko i wyłącznie jak spaliśmy na działce, a w domu kompletnie nic mnie nie bolało,
- na działce jest twardsze łóżko (?),
- na działce jest w nocy chłodniej (?).

***

Krzywa cukrowa
W końcu nadeszła pora na to okrutne badanie. Od samego początku ciąży bałam się go. Od kilku lat w ogóle nie słodzę herbaty, nie jem jakichś przesadnych ilości słodyczy i raczej nie mam ochoty na słodkie. I teraz ta tona cukru do spożycia mnie przerażała. O strachu przed tym dniem nie będę pisać, chociaż mąż stwierdził, że pod tym względem ze mną jest coraz gorzej… No cóż nie lubię, jak jakieś obce babsko mnie kłuje…
Odnośnie rozrobienia tej glukozy, poszłam za radą mojego lekarza. Pół szklanki wody, 75g glukozy i wciśnięta cytryna (no dobra… dwie cytryny).
Pojechaliśmy do laboratorium. Ja i mąż. Pierwsze badanie glukozy i morfologia na czczo. Potem koszmar wypicia tego paskudztwa. Nie było łatwo, ale dzięki tej cytrynie udało się. Po 1 godzinie kolejne badanie krwi z drugiej ręki. Po drugiej godzinie kolejne badanie.
A potem wymarzone śniadanie… W nagrodę, że dałam radę – rogal z białym serkiem.

Wyników tego badania bałam się, bo nie nadaję się na żadne diety i inne wyrzeczenia.
Przeczucia odnośnie wyników były raczej słuszne. Cukrzyca ciążowa może mnie dotyczyć… Internet jest pełen sprzecznych informacji, więc sama nie wiem, jak je interpretować.
Glukoza na czczo – 85, więc idealnie.
Po 1h – 197, bardzo dużo.
Po 2 h – 158, spadło, ale nadal dużo.

No i zaczęło… Łzy, złość na siebie, wściekłość, żal do losu…

Nie mogę się z tym pogodzić. Okazało się, że jestem bardzo słaba psychicznie. Gdy tylko mąż chce poruszyć ten temat, ja zamieniamy się w potok łez i to takich konkretnych. Nie podejrzewałam, że aż tak mną to wstrząśnie, tym bardziej, że przecież przeczuwalam taką możliwość. Mój tata ma cukrzycę, babcia też miała. Dlatego jestem w grupie ryzyka. Ale jestem w niej tylko z tego powodu, a powodów jest więcej. Wiek 35 lat, otyłość, urodzenie dziecka z wagą ponad 4 kg – to wszystko mnie nie dotyczy.

Przypuszczam, że trafiło mi się coś takiego jak nietolerancja glukozy. Więc co dalej ze mną? Wizyta u lekarza w przyszłym tygodniu. Z tego, co wyczytałam w internecie, to lekarz będzie chciał powtórzyć badanie krzywej cukrowej i wyśle mnie do diabetologa. A ten z kolei zaleci dietę i badanie glukometrem kilka razy dziennie.

I znowu łzy…

Pieczywo białe, ziemniaki, makaron, mięso smażone, słodkie owoce są zakazane. No to co ja mam jeść? Kaszy gryczanej i innych tego typu paskudztw nie lubię i nie polubię!

Poza tym ten glukometr… Przeraża mnie on. Naprawdę! To kłucie się i cały z tym związany chaos.

W końcu po wielu (naprawdę wielu) łzach i chlipaniu w rękaw ukochanego, mąż wziął sprawy w swoje ręce. Pojechał gdzieś i wrócił z glukometrem i całym tym osprzętem. I znowu łzy, że ja nie chce, że się boje, że mam tego dość…

Pierwsze wkucia zrobił mi mąż, później musiałam sama, bo on przecież ma pracę… I tak kłuje się i sprawdzam wyniki kilka razy dziennie : na czczo, przed posiłkami i godzinę po posiłku. Nie znam się na tym, ale wyniki chyba nie są takie straszne. Przed posiłkami mam ok. 90, a po nich ok. 120. W sumie do tej pory raz zdarzyło mi się mieć 143 i raz 125, a reszta jest poniżej 120. To chyba dobrze, nie?

Mimo wszystko nie jem słodkiego i uważnie dobieram to, co mogę, a czego nie. To doprowadza mnie do szału. Wkurza mnie to, że czegoś nie mogę. Mogę nie chcieć, mogę sobie darować, ale jak jest zabronione, to jak na złość właśnie TO mi się chce jeść!

No i żyje z zegarkiem w ręku. O tej godzinie mam zjeść, o tej zbadać poziom cukru, potem NIE MOGĘ nic jeść, bo muszę czekać do kolejnej określonej godziny.

Dni mijają a ja codziennie sobie z tego powodu chlipie. Naprawdę trudno mi się z tym pogodzić.

I jeszcze mąż ma do mnie żal, że przez tą sytuację, to on za wszystko obrywa. Może jestem bardziej milcząca, może mam gorszy humor, ale z ręką na sercu nie wyżywam się na nim. Tu akurat się myli.

***

Dzień Ojca
Nieodłącznie ten dzień związany jest z moim poronieniem. Myślę o tym. Tamtego dnia było upalnie na dworze i miałam założoną białą sukienkę. W tym roku było chłodniej, rano deszcz, reszta dnia zachmurzona.

Po przedszkolu poszłyśmy z Malutką do sklepu i kupiła tacie czekoladki Merci. Gdy wrócił z pracy, rzuciła mu się na szyję z prezentem.

A po południu trzeba było objechać naszych ojców. I tu i tu była kawa i słodkie. Niestety tylko mogłam na to patrzeć…

***

Koniec przedszkola
Zakończenie trwało prawie 2 godziny i było bardzo ładne, wzruszające i aż żal było opuszczać te mury… Malutka dostała i kwiatki, i dyplomy, i misia, i długopisy, i lizaka. A i my, jako rodzice, otrzymaliśmy kwiatka i pisemne podziękowania za wszelką pomoc w tych latach. Występy dzieci były cudowne, Malutka bardzo ładnie sama śpiewała i wierszyk mówiła, a na koniec dzieci zatańczyły prawdziwego poloneza.

Dobrze, że był kamerzysta. Będziemy mieli pamiątkę w postaci płyty i niezatartych wspomnień.

A teraz wakacje i witaj szkoło!

Życie na rozładowanych bateriach

Dodano 22 czerwca 2017, w Bez kategorii, przez Linka

To niemożliwe! To już 25 tydzień mojej ciąży! ! ! Czas pędzi jak oszalały! Pomału nadchodzi czas, by zabrać się za jakieś przygotowania na przyjście nowego członka rodziny.

Z Malutką wyciągnęłam jej ciuszki z wieku niemowlęcego. Razem oglądałyśmy je i dziwiłyśmy się, że niedawno była taaaka mała… Teraz muszę kupić proszek do prania dla dzieci i wyprać te słodkie ciuszki. Poza tym będzie trzeba rozejrzeć się za jakimś łóżeczkiem… Uwielbiam planować takie rzeczy…

Czuję się nadal doskonale, chociaż szybko się męczę.  Śmieję się,  że moje baterie szybko się rozładowywują, dlatego gdy są naładowane korzystam z tego ile mogę.  Mój dzień wygląda mniej więcej tak :
Bateria naładowana – sprzątam,  gotuję, piorę,  prasuję itp.
Bateria rozładowana – czytam książkę.
Bateria naładowana – dalej sprzątam lub pracuję.
Bateria rozładowana – czytam książkę.
I tak w kółko dopóki Malutkiej nie odbiorę z przedszkola lub dopóki mąż wróci z pracy.

Ostatnio skończyłam czytać fajną książkę „Gdzie Indziej” Gabrielle Zevin. Opowiada ona o dziewczynie,  która umarła i znalazła w Gdzie Indziej. Tam jest nowe życie, takie same jak na Ziemi. Różnica jest tylko jedna: tam każdy młodnieje do punktu Zero,  a potem wraca na Ziemię jako niemowlę. Super książka, bardzo wciągająca i ładnie napisana.

***

Rolki
Malutka ostatnio dostała rolki i śmiga na nich wyśmienicie. Mąż postanowił też kupić sobie rolki. Wtedy zaczęłam „suszyć” mężowi głowę,  że ja też chcę. Rezultatem tego jest to, że mąż kupił sobie rolki i… mi też!!! Jeszcze w to nie wierzę! Mąż jeździ na nich normalnie, jak człowiek, tak jak powinno się jeździć.

Ja też miałam rolki na nogach. No i to tyle…

Nie umiem jeździć,  nie umiem nawet w tym chodzić!  Zrobiłam w rolkach parę kroków i cały czas mąż mnie trzymał – gdyby nie on, to leżałabym co chwilę,  albo zresztą cały czas bym leżała, bo nawet stanąć w rolkach sama nie dałam rady. Ale jestem szczęśliwa,  że je mam. Są naprawdę śliczne! Dziękuję kochanie!

Nie ma to jak uczyć się jeździć na rolkach w zaawansowanej ciąży…

***

Siara
W pierwszy dzień 25 tygodnia, rano miałam niespodziankę na piżamie. Mała, mokra plamka w okolicy prawej piersi.  Normalnie szok! Już mleczko mam?! Szybko zaopatrzyłam się we wkładki laktacyjne, ale alarm minął tak szybko jak szybko się pojawił.  Sytuacja powtórzyła się tylko raz.  I bardzo dobrze!

***

Skurcze
Wreszcie któregoś dnia nad ranem złapał mnie porządny skurcz łydki. Wyskoczyłam z łóżka jak oparzona. Skurcz szybko minął,  lecz przez cały dzień czułam jego ślad w łydce.

***

Zgaga
Znowu się pojawiła. I znowu doskwiera mi wieczorami.

***

Brzuszek
Oj rusza się.  I to jak!  Czasami muszę wstać,  bo wysiedzieć nie idzie.  Kruszynka kopie bardzo wysoko i muszę siedzieć bardzo sztywno (wyprostowana jakbym połknęła kij od szczotki) albo wstać.

***

Czerwiec
Pamiętam, co stało się rok temu. Wraca to do mnie we snach i na jawie. Czasami mąż budzi mnie w nocy, że gadam przez sen i się męczę. Cały czas pamiętam, czasami płaczę. Myślę o tym,  co by było gdyby…

Doświadczenie po poronieniu,  ten ból,  to cierpienie zostaje z człowiekiem na zawsze i wraca często w niespodziewanych sytuacjach. Nie da się od tego uwolnić. Można nauczyć się z tym żyć, nie sama, lecz z mężem, który wspiera i też pamięta.

Szczęście jest we mnie

Dodano 15 czerwca 2017, w Bez kategorii, przez Linka

Czas ucieka… 24 tydzień minął tak szybko, że nie zdążyłam powzruszać się z tej okazji…. Powód tej szybkiej ucieczki czasu jest prosty i doskonale mi znany. Po pierwsze – dobrze się czuję (naprawdę dobrze się czuję). A po drugie – jest ładna pogoda (pięknie gorący czas).

Dzień Dziecka
Sprawiliśmy naszej córci prawdziwie wspaniały dzień. Były i lody, i prezent, i czas tylko dla niej. Dostała od nas rolki, na których zaczęła tak śmigać, że mi co chwilę szczęka opadała. Nie sądziłam, że od początku tak dobrze będzie sobie radziła.

Działka
Właściwie na weekendy wyprowadzamy się z domu i zamieszkujemy na działce. Piękna pogoda + świeże powietrze + nasze uśmiechy = szczęście.

Przedszkole
Malutka ma dużo zajęć w przedszkolu. Są wycieczki i przygotowania do ostatnich przedstawień.

Zgaga
Czyżby była mniejsza?

Owoce
Pożeram je kilogramami. Truskawki, brzoskwinie, nektarynki, czereśnie – mniam mniam… A przy tym brzuch mam tak nadęty, że szok!

Kruszynka
Och, jak bardzo się rusza. Kopie, porusza się, przemieszcza – to cudowne uczucie. Czasami Malutka i mąż trzymają ręce na moim korbolku i czują to, co ja. Nawet gołym okiem widać jej falujące ruchy.

Ale jestem szczęśliwa! 

Otagowane:  

Kilka punktów z okazji liczby 23

Dodano 13 czerwca 2017, w Bez kategorii, przez Linka

Mój 23 tydzień zamknął się w kilku punktach:

Wzruszenia
Nic na tą przypadłość nie mogę poradzić.  Będąc w ciąży moje wzruszenia mają mega moc.
Słyszę w radiu jakąś smutną piosenkę – mam łzy w oczach.
Z dworu dobiega odgłos karetki pogotowia – płakać mi się chce, wiedząc,  że komuś dzieje się krzywda.
Oglądam jakiś film – oczy wilgotne.
Malutka śpiewa mi piosenkę – płaczę…

Ostatnio byliśmy w przedszkolu na Dniu Mamy i Taty. Trzymałam się nieźle,  chociaż już na samym początku wystąpień był moment krytyczny pod względem wzruszenia. Ale dałam radę. I tak dawałam radę do momentu,  w którym dzieci ruszyły z laurkami do swoich rodziców.  Gdy Malutka do nas podeszła,  byłam już cała zaryczana. Nie byłam w stanie nic powiedzieć,  tylko ruszyłam ustami bezgłośnie wymawiając słowo „dziękuję „. Dałam jej buziaka, a potem dyskretnie próbowałam powycierać policzki od łez.

***

Krwotoki z nosa
Był taki jeden dzień,  co dwie bluzki zapaćkałam krwią. Siedziałam akurat na działce  (w cieniu) z głową pochyloną w dół.  Grzebałam coś w telefonie i ni stąd ni zowąd zobaczyłam na mojej białej bluzce na wysokości biustu takie wielkie czerwone kropki. Poleciałam do łazienki, gdzie dość długo było kap kap kap i krwotoku nie mogłam zatamować . Wreszcie  udało się.  Jednak tego dnia sytuacja powtórzyła się jeszcze dwa razy.

***

Zgaga
Łapie coraz częściej.  Nie jest to przyjemne. Tabletki na zgagę jeszcze nie brałam i mam nadzieję,  że nie będę musiała jej brać.

***

Skurcze
W weekend spaliśmy na działce i przeciągając się w łóżku poczułam,  że zbliża się pierwszy w tej ciąży skurcz. Od razu przestałam się przeciągać i palce przy stopie uniosłam do góry.  W ten sposób zahamowalam skurcz, który de facto nie zdążył się  rozwinąć.  Więcej skurczy już nie było,  a ja profilaktycznie staram się ich unikać.

***

Wzrok
Czasami mam wrażenie,  że gorzej widzę. Nic z tym nie robię i mam nadzieję,  że ten dziwny stan minie.

***

Pogoda
Jest ciepło.  Chodzę w krótkich spodenkach i bluzkach z krótkimi rękawkami.  Uwielbiam tak się ubierać i uwielbiam taką pogodę.  A to, że przy okazji eksponuję mój wydatny brzuszek to dodatkowy plus. Czasami mam zwałę z osób mijanych mnie na ulicy, bo widzę jak mój korbolek przyciąga ich wzrok niczym magnes. A ja wtedy pękam z dumy…

***

Owoce
Nareszcie zaczyna się sezon na owoce.  Mój mąż wciąż wspomina, jak o północy pytałam się go, czy by nie pojechał do sklepu po nektarynkę… Tylko wtedy to jeszcze była zima…

***

Stopy
Mam dziwnie gładkie stopy. Kompletnie nic z nimi nie robię, a one są tak delikatne,  jak u niemowlaka. To taka kolejna przypadłość ciążowa.

***

Mąż
Najkochańszy na całym świecie. Jest cudowny i taki do mnie wyrozumiały.  Jestem prawdziwą szczęściarą,  że go mam. Szkoda tylko, że ostatnio jest taki zmęczony pracą i wyraźnie wyczerpany z sił.  Robię,  co mogę, aby mu pomóc,  ale w sumie, co ja mogę zrobić…

***

Córka
Jak dobrze,  że jest. Uwielbiam się do niej przytulać i czuć jej zapach. Uwielbiam słuchać,  jak śpiewa i patrzeć jak tańczy. I wreszcie uwielbiam jej uśmiech – taki bezinteresowny,  piękny i taki prawdziwy.

***

Marzenia
Chciałabym, aby Kruszynka urodziła się zdrowa i wszystko było w porządku. Wtedy będę miała już wszystko.  Będę spełnioną mamą i żoną. I będzie cudnie….

Nerwowy tydzień

Dodano 30 maja 2017, w Bez kategorii, przez Linka

Jak ten czas szybko leci – to już 22 tydzień! Ostatnie 2 tygodnie minęły mi niesamowicie szybko. To chyba przez piękną pogodę i dobre samopoczucie.

Zakończenie przedszkola przez Malutką zbliża się wielkimi krokami, aż płakać mi się chce, gdy o tym pomyślę.  Moja mała córeczka jest już tak duża,  że niedługo pójdzie do szkoły. Ostatnio wróciła z przedszkola z nową piosenką.  Jak zwykle padło pytanie:
- Zaśpiewać ci mamusiu?
- Zaśpiewaj…
To była piosenka na zakończenie przedszkola i w jednym momencie moje oczy zostały zalane łzami. Taka oto jestem wrażliwa i wzruszam się mega szybko…

W tym tygodniu znowu poszłam na badanie krwi, bo to tsh mi wciąż świruje. Tym razem tsh i fT4  (w zeszłym tygodniu omyłkowo zrobiłam fT3 ) wyszły dobrze, w normie. Sama już nie wiem, co i jak… Na razie odpuszczam temat i za jakiś czas znowu dam się pokłuć. No i wtedy zobaczymy, albo będzie dobrze, albo będzie wizyta u endokrynologa…

22 tydzień to także wizyta u lekarza. Brrr… AŻyczę mną zatrzęsło…

W czasie wizyty standard:

- Dzień  dobry.

- Dzień dobry.

- Ble, ble, ble….  Zapraszam do badania.

- A nie może być tylko usg?

- Nie.

Stanowcze „nie” kończy rozmowę. Potem jeszcze tylko moje blaganie:

- Tylko proszę delikatnie…

Zawsze słyszałam zapewnienie, że będzie delikatnie,  ale tym razem :

- Żadnej delikatności! W żadnym wypadku!

No dobra, jakoś przeżyłam. Teraz usg. I tu pojawił się problem.  Serduszko mojej Kruszynki słabo biło. Musialam wstać z leżanki, potem z powrotem się położyć,   przekręcić się na prawo, potem na lewo i znowu badanie. Tym razem serduszko lepiej biło, ale strachu się najedliśmy.

Być może leżąc na plecach została uciśnięta pępowina i osiągnęliśmy taki przykry efekt. Miejmy nadzieję,  że tak właśnie było. Tymczasem mam starać się nie leżeć na plecach, tylko na boku.

Poza tym mam morfologie kiepską, co przyczyniło się do tego, że teraz biorę okropne tabletki Biofer 2x dziennie. Niby nie są duże,  ale po połknięciu, bardzo długo czuję je w przełyku,  jakby tam się zatrzymały. Głupie i nieprzyjemne uczucie. Dlatego teraz łykam je w czasie jedzenia i jest lepiej.

Wizyta minęła  (uff…) i cały miesiąc mam spokoju. Dostaliśmy płytkę cd z obrazem usg, ale niewiele na niej widać.

Teraz mogę się cieszyć z pięknej pogody i długiego spokoju od nerwów poprzedzających wizyty u lekarza. Nie cierpię lekarzy!

Z innej beczki: dodatkowych nerwów nabawiłam się w związku z wizytami gości u nas. Otóż jak co roku był problem z przyjęciem gości, a właściwie nie tyle z ich przyjęciem, a po prostu z ich zaproszeniem.  I jak co roku (z tym, że tym razem zdecydowanie mocniej) czułam się,  jakbym robiła wszystkim kłopot. Wiem, że wypada ich zaprosić na kawę,  ale jest to tak sztuczne i tak bardzo w nie-w-czasie,  że prawie każdemu w tym roku nie pasowało do nas przyjść.  Goście przychodzili wiec na raty, a ja uparcie czułam się,  jak WIELKI POWÓD MARNOWANIA CZASU.

Trochę to skomlikowanie napisałam,  ale znów się cieszę,  że ten czas jest za mną. I na cały rok mam spokój…

Rosnę w oczach

Dodano 23 maja 2017, w Bez kategorii, przez Linka

21 tydzień… Hohoho… Piękna pogoda dopisuje na dworze i w moim sercu  :lol:

Policja

Ostatnio jechałam samochodem i zatrzymała mnie policja na kontrolę.  Mimo,  że mam prawo jazdy już 10 lat, stało się to pierwszy raz. Dałam pani policjantce wszystkie dokumenty,  po czym grzecznie czekałam,  aż wróci ona z radiowozu. W tym czasie zadzwoniłam do męża,  aby powiedzieć mu,  co mi się przytrafiło. Mąż z Malutką  akurat wracali z działki rowerami, a ja autem, no bo ciąża…

Dokumenty szybko zostały mi zwrócone i mogłam jechać dalej.  W domu czekałam na moich rowerzystów, aż nagle drzwi się otworzyły i wleciała do mieszkania przerażona Malutka. Rzuciła mi się na szyję, znosząc się płaczem i później nie odstępowała mnie na krok. Okazało się,  że mąż-żartowniś nastraszył córcie,  że policja mnie aresztowała.  Podobno wtedy Malutka zaczęła co sił w nogach pedałować,  aby mnie obronić.  Zaczęła wyzywać policję,  że co oni sobie myślą,  że to jest jej mamusia i nic złego nie zrobiła.  Poza tym zaczęła się martwi o siostrę.
- A co z siostrą?  – spytała.
- No urodzi się – odpowiedział mąż.
- W więzieniu? !
Malutka była zdruzgotana i przez jakiś czas nie mogła wybaczyć swojemu tatusiowi,  że tak z niej zażartował.

Dało mi to do myślenia,  jak bardzo ona mnie kocha i jak bardzo jest związana już ze swoją jeszcze nienarodzoną siostrą.  Cudowna mała osóbka z wielkim serduszkiem…

Zgaga
Jest. Oczywiście,  że jest. Na szczęście przeważnie tylko wieczorem, jak położę się do łóżka. W innym czasie mi raczej nie dokucza.  Oczywiście piszę,  że raczej, bo zdarza się,  iż w trakcie dnia proszę męża, by dzwonił po straż pożarną, by ugasić ten ogień w przełyku… Ale ogólnie rzecz biorąc jest dobrze.

Brzuszek 
Rośnie i rośnie.  Zaokrągla się duży,  okrąglutki, że aż strach. Czasami mnie swędzi,  skórę mam napięta i rzeczywiście istnieje ryzyko wybuchu rozstępów.  Codziennie smaruję skórę kremem pharmaceris.  Krem jest rewelacyjny pod względem wchłanialnosci, zapachu i wyglądu.  Czy jest skuteczny? Okaże się później.
Dziwną przypadłością jest zawadzanie nienaturalnie wielkiego brzucha. Otóż nie jestem przyzwyczajona do wystającego brzuszka, wobec tego zdarza mi się po prostu zahaczyć nim, gdy przechodzę przez wąską przestrzeń.  Zahaczam brzuchem o krzesło,  o drzwi od szafki i to nie jest przyjemne.  Muszę się bardziej pilnować.  Widocznie jeszcze nie mam świadomości bycia w ciąży.  Te starania zbyt długo trwały…

Malutka kopie. Brzuch mi podskakuje. Martwię się jednak tym, że kopie mnie bardzo nisko. Wydaje mi się, że Malutka nie kopała aż tak nisko jak Kruszynka. Teraz odczuwam kopniaki dosłownie na ranie po cesarce. Zdarza się, że kopie wyżej (koło pępka), ale głównie to właśnie tak na dole… Sama nie wiem, czy to normalne, czy mam jakiś powód do zmartwień…

Ból głowy 
Zdarza się.  Ale i tak w ciąży z Malutką było gorzej. Czasami nie wytrzymam i wezmę apap,  ale na ogół staram się zwalczyć ból innymi metodami.

Badania krwi 
Byłam,  zrobiłam i nawet nie wymiotowałam będąc na czczo. Strachu było co nie miara,  jak to u mnie, ale  chyba byłam miła do tej jędzy,  co mnie atakowała igłą i nie narobiłam mężowi wstydu. Powinien być ze mnie dumny. Po południu poszłam z Malutką odebrać wyniki. Tsh nadal jest za niskie.  Sama już nie wiem, co mam dalej z tym robić.  Znowu endokrynolog?
Mocz w normie, za to morfologia w 7 punktach jest poza normą.  Wszystko wskazuje na anemię (wg dr Google’a).

Słońce w naszej rodzinie

Dodano 19 maja 2017, w Bez kategorii, przez Linka

Kilka dni temu zrobiłam sobie zupkę pomidorową z paczki. Tak, wiem… Nie powinnam tego świństwa jeść… Ale miałam ochotę i dyskusji żadnej nie było. Zjadłam całą ze smakiem, naprawdę bardzo mi smakowała. Gdy skończyłam jeść, minęło może kilka sekund i… talerz znów był pełen! Wystarczyły tylko 2 „hausty” w drugą stronę i było po wszystkim. A już myślałam, że wymioty mi minęły  :lol:

Poza tym 20 tydzień mojej ciąży minął spokojnie, z dobrym samopoczuciem, z pięknie rosnącym brzuszkiem, z codziennym smarowaniem go kremem i wyczuwaniem małych kopniaków. Ale ja się cieszę, że znów będę mamą takiej małej Kruszynki… Malutka też jest cudowna, bo dba o mnie, głaszcze mój brzuszek i co chwilę mówi o tym, że chciałaby, aby siostra już się urodziła.

Teściowie jak zwykle sceptycznie podchodzą do nas (jako rodziny). Są daleko w sensie mentalnym i ewentualnej troski. Nie pytają się o nas. Nie obchodzi ich, jak sobie radzimy. Co mnie najbardziej boli, nie myślą w ogóle o Malutkiej… Jedynie na co zwracają uwagę to ich problemy. Dzwonią do męża tylko z nakazem (nie prośbą) o zrobienie dla nich czegoś natychmiast (bo przecież mąż nie ma w ogóle problemów, tak jak oni i mąż ma dużo wolnego czasu, nie tak jak oni). A to trzeba przeciąć coś piłą (natychmiast ma przyjechać i to zrobić), wystawić faktury, zapłacić rachunki (w tej chwili! To musi być dzisiaj zapłacone!!!), a jak mąż do teścia dzwonił w sprawie porady (samochód się zepsuł i zastanawiał się, czy trzeba to natychmiast naprawiać), to teść włączył od razu swój telefon na głośnomówiący i przy bracie rozmawiał w taki sposób, aby wyśmiać męża. Wtedy mąż wrócił do domu tak wkurzony, że szkoda gadać… Przykro mi, że tak się porobiło. I to wszystko w tym roku… Przedtem to byli super ludzie, lepszych teściów mieć nie mogłam, a teraz trudno mi patrzeć na męża, który sam nie rozumie, co się z nimi dzieje…

Na szczęście mamy siebie. Mamy wspaniałą rodzinę. Mąż, córka, druga córeczka i ja – to więź nie do przerwania. Kochamy się, wspieramy, jesteśmy razem w każdej sytuacji i nigdy się nie rozstaniemy. Mam nadzieję, że nigdy nic nie popsuje naszych stosunków rodzinnych. A relacje między nami będą lepsze niż na przysłowiowym „zdjęciu rodzinnym”. I tak jak na dworze świeci słońce, tak u nas w domu jest cały czas słonecznie  :-)

Otagowane:  

Pamiętam kiedyś, pamiętam dziś

Dodano 4 maja 2017, w Bez kategorii, przez Linka

Nasza Kruszynka kopnęła tatusia. Wreszcie mąż wyczuł wieczorną gimnastykę córeczki. Wczoraj po południu Kruszynka też się rozszalała i zawołałam Malutką, aby przyłożyła rączkę do mojego brzucha. Mimo tego, że 3 razy centralnie w jej rączkę kopnęła i to dosyć mocno, to Malutka nie wyczuła. Trudno, będzie trzeba z tym poczekać. Ale Malutka wciąż mnie ostatnio zadziwia. Zrobiła się bardzo opiekuńcza w stosunku do mnie i na dodatek głaszcze mój brzuch i rozmawia z siostrą. Bardzo się cieszy, że będziemy mieć w domu taką Kruszynkę i co chwilę pyta się, czy jako starsza siostra będzie mogła nauczyć ją tego i czy owego… Poza tym nie może się doczekać, aż w końcu się urodzi. Tak jak ja…

W 19 tygodniu ciąży wymioty nadal występują, ale bardzo sporadycznie. Może dwa razy w tym tygodniu się zdarzyło… Poza tym czuję się dobrze, chociaż jestem śpiąca i nie mam energii – ale to może przez pogodę.

Majówka minęła chłodno i wietrznie. Pogoda nie była wymarzona.

Moje samopoczucie przez ostatnie tygodnie jest wyśmienite. Czuję się naprawdę szczęśliwa. Jestem w ciąży, mam cudowną córkę, wspaniałego męża i niczego mi w tej chwili nie brakuje. Bardzo doceniam to, że udało mi się zajść w ciążę. Codziennie dziękuję za to Bogu. I pamiętam, jak było trudno… Pamiętam te wszystkie łzy, dni załamania i zrezygnowania. Jak mogę wspieram inne dziewczyny, których historie są tak bardzo podobne do mojego życia. I wierzę, że im też się w końcu uda. Niech tak będzie, bo każda z tych dziewczyn zasługuje na to, by być matką. Kochają swoje dzieci długo przed ich przyjściem na świat. Walczą o nie swoim zdrowiem psychicznym i fizycznym. Wydają masę pieniędzy dla swojego dziecka, choć go jeszcze nie ma na świecie. Cierpią, ale mimo wszystko wierzą. Tak jak ja… kiedyś i dziś…

Całkiem miły tydzień :)

Dodano 28 kwietnia 2017, w Bez kategorii, przez Linka

18 tydzień ciąży był całkiem znośny… Zaczął się hucznie, bo byliśmy na tańcach. Było głośno od muzyki, ja czułam się dobrze i nawet sporo tańczyłam. Sama byłam zaskoczona tym, jak zniosłam cały wieczór aż do drugiej w nocy.

Poza tym to nie wymiotowałam (dziś stał się wyjątek  :-?). Przez cały tydzień czułam się dobrze. Nawet ugotowałam obiad, chociaż była to ciężka dla mnie praca. Przy przygotowywaniu i smażeniu mięsa musiałam wstrzymywać oddech, bo mi zwyczajnie śmierdziało  :lol:.

W końcu zabrałam się też za PITy. Jak zwykle na ostatnią chwilę, ale nareszcie mam to z głowy.

Pogoda jest nieciekawa. Zimno i deszczowo. Mam nadzieję, że majówka będzie lepsza.

Aha! Zapomniałam o najważniejszej rzeczy w tym tygodniu. 24 kwietnia podczas kolacji po raz pierwszy poczułam ruchy naszej Kropeczki. Od tego momentu codziennie je czuję. Czasami są to takie mocne „żgania”, ale częściej czuję takie delikatne poruszanie i rozpychanie się. To jest takie cudowne uczucie!  :-D Nawet teraz trudno mi jeszcze uwierzyć, że to dzieje się naprawdę, że naprawdę jestem w ciąży i to już prawie na półmetku…

Wielka tajemnica rozwiązana

Dodano 21 kwietnia 2017, w Bez kategorii, przez Linka

No to już wszystko wiemy!!! Znamy płeć naszej Kropeczki!!! To dziewczynka :-)

Wczoraj byliśmy u lekarza. Nasza Kropeczka ma się dobrze, jest zdrowa, waży 170 g i na pewno będzie to dziewczynka. Bardzo się cieszę, znów będę mogła ubierać sukieneczki, stroić ładnymi spineczkami i robić cudne kiteczki :-) Malutka też cieszy się z siostrzyczki :-)

Podczas badania Kropeczka siedziała w moim brzuchu po turecku ze skrzyżowanymi nogami :-)

A jak się czuję? Było dobrze, ale wczoraj trochę zwymiotowałam w czasie jazdy samochodem i dziś rano przed śniadaniem też. Tak więc nie ma żadnej reguły, kiedy jest dobrze, a kiedy nie. Wszystko zależy od chwili…

Trwa właśnie 17 tydzień ciąży i z niecierpliwością czekam na pierwsze kopniaki Kropeczki :-)