Mój cud

Dodano 1 października 2017, w Bez kategorii, przez Linka

Mój cud jest już na świecie. Urodziła się zgodnie z planem, choć w czasie cesarskiego cięcia doszło do komplikacji, których nie powinno być. Na szczęście wszystko dobrze się skończyło.

Kruszynka jest zdrowa. Dostała magiczne 10 punktów. Jest śliczna. Z czarnymi włoskami. Cudownie pachnie. Kocham ją nad życie…

Jesteśmy już w domu. Rodzina w komplecie. Cudowne uczucie.

Pierwszego dnia po przyjściu ze szpitala mąż zrobił kolacje. Zjadłam chlebek pszenny z białym serkiem. Do tego zwykła herbata, jak zwykle gorzka, bo ja nie słodzę. Ale to wszystko tak bardzo mi smakowało, że do tej pory nie mogę zapomnieć tego uczucia smaku. Pychota…

Kruszynka nie ma cukrzycy. Ja? Nie wiem. Ale jem normalnie. Bez diety. Nareszcie normalnie.

W ciąży przytyłam 9 kg. Po ciąży mam dokładnie tyle samo, co przed, czyli 48 kg.

Nadal jestem obolala. No ale w końcu jestem po operacji.

Moi rodzice przyjechali do nas w dzień wyjścia ze szpitala. Byli tylko chwile, bo nie jestem skłonna do gości w czasie takiej rekonwalescencji.

Następnego dnia mąż zadzwonił do swojej mamy, że mogą przyjechać na 15 min. I znowu zonk. Oni nie przyjadą. Może jutro teściowa wpadnie, jak będzie wracać od babci… Brak słów. Mąż znów rozmyślał. Był zły. Nie rozumiemy tego. No i niby dzisiaj mają przyjechać…

Koniec ciąży

Dodano 25 września 2017, w Bez kategorii, przez Linka

Śmiać się czy płakać?
Cieszyć się czy bać?

Chyba jedno i drugie…

Trwa 40 tydzień ciąży.  Torba spakowana. Teraz tylko czekam na jutro. Czekam i się boję. Jutro idę do szpitala. Jutro będę przedmiotem w rękach lekarzy i pielęgniarek. I tego się boję. Nie chcę być traktowana jako… no właśnie jako kto? Rozumiem, że poród to nie wczasy, a pobyt w szpitalu to nie spa. Ja wiem, że w szpitalu pracują ludzie, którzy są zmęczeni, mają swoje problemy, a warunki nie zawsze są komfortowe. Ale mi chodzi tylko o GODNOŚĆ. Chcę iść do szpitala jako kobieta i wrócić z niego jako kobieta. Nie jako szmata. Nie jako śmieć. Nie jako ktoś, kto tylko zawadza tam i sprawia problemy.

Chcę być kobietą. Matką. Traktowana z szacunkiem. Z godnością.

Plan jest taki:
Rano Malutką zawozimy do szkoły, a potem jedziemy prosto do szpitala. Na razie nic jej nie mówimy, aby się nie denerwowała w szkole. Inne osoby (rodzice, teściowie) też mają nic nie wiedzieć. Dopiero po porodzie wiadomości mają się rozejść. Oczywiście pierwsza o wszystkim dowie się Malutka.

Taki jest plan, a jak nam wyjdzie to zobaczymy…

W środę urodzę zdrową Kruszynkę, a w piątek wrócę z nią do domu. Wrócę szczęśliwa i zadowolona. Wrócę z szacunkiem i godnością. Wrócę bez cukrzycy i bez diety.

Taką mam nadzieję.

 

 

 

Jeszcze kilka dni…

Dodano 22 września 2017, w Bez kategorii, przez Linka

Nie mogę w to uwierzyć! To się dzieje! Już za chwilę, za kilka dni, będę miała na rękach zawartość mojego brzuszka. Moją kochaną Kruszynkę, naszą Kropeczkę, o którą staraliśmy się tyle lat i tyle się o nią martwiliśmy na początku ciąży.

Termin jest. Zbliża się. Coraz szybciej. Napięcia brzucha występują coraz częściej. I uwaga… czop śluzowy odszedł! A więc jest już blisko porodu. Co więcej… Powstała obawa, czy Kruszynka doczeka do wyznaczonego terminu. A może będzie chciała przyjść na świat trochę wcześniej?

Jedno jest pewne – trzeba w końcu spakować torbę do szpitala. Wciąż przeciągam ten moment, odpychając myśli na temat szpitala, ale…

* * *

Zgaga nadal mi doskwiera, ale przede wszystkim wieczorem i jak jestem długo głodna.

Cukrzyca, a dokładniej dieta jest okropna. Tak bym chciała zjeść jakiegoś pączka, babkę włoską, kremówkę… Albo bułkę z białym serkiem, rogalika… Albo spaghetti, schabowego z ziemniakami, frytki z ketchupem…

* * *

Malutka dzielnie chodzi do szkoły, odrabia zadania domowe i ma na koncie już kilka szóstek. Cieszy się ze szkoły, a najbardziej z przygotowywanych przeze mnie śniadań. Uwielbia swoją śniadaniowkę, w której jest pyszna bułeczka lub chlebek pszenny oraz dodatkowo zawsze coś słodkiego.

Malutka nie może się już doczekać, aż urodzi się jej siostra. Coraz częściej o tym mówi. I coraz więcej opowiada o tym, jak to będzie, jak będzie się nią opiekować, śpiewać jej kołysanki i uczyć różnych rzeczy. Malutka jest przy tym przesłodka…

 Kocham moją rodzinę   :-)

Otagowane:  

Coraz bliżej

Dodano 15 września 2017, w Bez kategorii, przez Linka

38… tak, tak… czas leci… brzuszek nadal rośnie… Kruszynka wciąż się rozpycha w moim korbolku…

Energia opuściła mnie. Straciłam siły. Oczy chcą robić, pracować, ale po prostu nie mogę… Najchętniej cały czas bym siedziała lub – lepsza opcja – leżała i spała.

Mimo to, wstaję po 6. rano i szykuje śniadania i drugie śniadania dla moich kochanych. Najpierw wyprawiam męża do pracy, a potem Malutką, którą odprowadzam do szkoły. Dzięki temu mam regularne spacery z rana i w południe  ;-)

* * *

Malutka
Nadal cieszy się ze szkoły. Uff…
Ma już na koncie jedną szóstkę. Koleżanka z ławki też u nas już była i przez ponad 4 godziny bawiły się razem, póki jej mama nie odebrała dziewczynki. Zadania domowe też są. Ranne wstawanie jeszcze bez problemów (jeszcze…)  ;-)

* * *

Cukrzyca
Coraz trudniej mi jest powstrzymać się od pięknie pachnących i wyglądających potraw czy słodkości. Nieraz, gdy mąż coś smacznego je, to ja proszę go, aby mi podał to bym to… powąchała. Tak, tak, powąchała… Do czego doprowadza taka wstrzemięźliwość?!  :-P

* * *

Myśli
Ciężka głowa. Obrzmiała. Pękata. Z funkcją samozniszczalności. Dobija mnie. Niszczy. Zaburza normalne funkcjonowanie. Myśli stare i nowe, poprzeplatane, pomieszane, bez najmniejszej możliwości zapanowania nad nimi. W głowie miesza się szpital, personel, wstyd, pakowanie torby, szkoła Malutkiej, ciuszki Kruszynki, ból po cc, możliwość lub niemożliwość opieki nad dzieckiem po cc, oczyszczanie macicy, strach nad tym, aby wszystko przebiegło dobrze, tęsknota za Malutką, odliczanie dni…

Ach, jakie to wszystko ciężkie… Boję się. Naprawdę się boję. Najbardziej chyba upokorzenia i poniżenia…  :-|

Plan porodu

Dodano 11 września 2017, w Bez kategorii, przez Linka

Kawa u teściów. Oczywiście my do nich poszliśmy. 1,5 godziny spędzone na rozmowie. Miłej, uprzejmej, sympatycznej. Rozmawialiśmy o ICH emeryturach, o ICH ogródku, o ICH zajęciach w pracy i w domu. Zero pytań o moją ciążę, zero pytań, co u nas słychać, zero pytań o męża pracę, zero pytań o Malutką. Kompletnie nic się o nas nie pytali. I kompletnie ani słowa na temat ciąży, ani wstawki, ani pytania, ani nic. Po wizycie mąż znów był rozgoryczony. Nie dziwię się mu. Niby ma rodziców, ale czuje się tak, jakby ich tracił.

* * *

Zgaga
Zgaga dopadła mnie nieco mocniej. Był taki jeden dzień, w tym 37 tygodniu, że przez cały czas mnie trzymała w garści i to całkiem nieźle. Za to ja nie wiedziałam już, co z sobą począć. Ratunkiem okazał się być sen. Następnego dnia było o niebo lepiej.

* * *

Wymioty
A to ci niespodzianka! Od jakiegoś tygodnia, z rana, w czasie śniadania, nagle dopadała słabość w postaci mdłości. Jakoś udawało mi się „uspokoić”, ale w końcu nadszedł dzień, w którym nie wytrzymałam. Zwymiotowałam wszystko, co tylko się dało. I po kilku minutach mogłam dalej dokończyć śniadanie. Taki dziwoląg ze mnie :)

* * *

Szkoła
Malutka rozpoczęła właśnie przygodę ze szkołą. Pierwszego dnia okazało się, jedna z dziewczynek jest rodziną rodziny i nie tak dawno razem bawiły się na weselu, poprzez które połączyły się te rodziny. Wiem, wiem, zagmatwane to… W każdym razie Malutka i ta dziewczynka polubiły się, siedzą razem w ławce i jeszcze na dniu otwartym też siedziały razem, nie wiedząc, że tak naprawdę już się znają i razem się już bawiły.

Malutka na szczęście jest zadowolona ze szkoły. Podoba jej się i chce do niej chodzić. Oby ten stan trwał jak najdłużej…

Moja mama oczywiście od razu dzwoniła już w pierwszy dzień i pytała się, co i jak w szkole. Teściowie – cisza. Mąż znów rozmyślał, a ja próbuje go od tego myślenia odciągnąć, no bo po co ma się męczyć. I tak już nic nie wymyśli i nie pozna powodu, dla którego tak się zachowują.

* * *

Wizyta
Przesunięcie terminu wizyty z przyszłego tygodnia na ten. Nieoczekiwanie. Zaskakująco. Stresująco. Głównym tematem wizyty był poród. O rany… Jeszcze nie przyzwyczaiłam się do ciąży, a tu już mam rodzić… Również nieoczekiwanie okazało się, że rodzić będę w innym szpitalu, niż do tej pory myślałam… Za dużo tych nowości, przez co głowa mi pęka od nadmiaru informacji…

Plan jest taki:
26 września mam stawić się w szpitalu. O godz. 9:00.
27 września mam mieć cesarkę.
29 września lub 30 września – jak dobrze pójdzie – do domu.

Jak ja bym chciała, aby był już październik… Jestem zszokowana, wystraszona i przerażona wizją szpitala!

Boję się personelu i ich traktowania mnie.
Boję się opieki nad dzieckiem. Chciałabym, aby Kruszynka była cały czas ze mną. Ale czy po operacji (nie ukrywajmy, że cc to jednak operacja) będę w stanie sprostać potrzebom dziecka i swoim.
Boje się braku pomocy. Podobno w tym szpitalu jest krucho z odwiedzinami i co za tym idzie pomocą ze strony męża.
Boje się zresztą wszystkiego…

Kruszynka waży 2800 g. Jest zdrowa. Ktg wyszło dobrze. Żadnych skurczy, a więc póki co dziecko jeszcze się do nas nie wybiera.

Ślepota na ciążę

Dodano 1 września 2017, w Bez kategorii, przez Linka

Jestem w 36 tygodniu ciąży. Tyle czasu minęło od powstania we mnie nowego życia, a teściowie do tej pory są zupełnie obojętni na mój brzuch. Nic się nie zmieniło. Chwilami jest wręcz gorzej.

Np. Na urodzinach chrześniaka męża teść usiadł obok mnie, mówiąc że usiądzie obok synowej. Ojciec szwagierki od razu go poprawił – „obok synowej i wnuczki”. Teść udał, że nie wie o co chodzi i z miną pełną oburzenia (nie przesadzam) powtórzył dosadniej, że usiadł obok synowej. Zrobiła się niezręczna cisza. Wszyscy po sobie spojrzeli, a najbardziej to ja czułam ich wzrok na sobie. Po chwili ktoś zaczął mówić na inny temat, a moja ciąża została pominięta.

Drugi przykład – imieniny babci męża w małej restauracji. Wszyscy ładnie ubrani. Akurat tak się złożyło, że miałam na sobie szarą sukienkę i Malutka też. Podszedł do mnie teść i jak gdyby nigdy nic powiedział, że dziś mama z córką są tak samo ubrane. I znowu ktoś (chyba chrzestny męża ) zażartował mówiąc „zależy z którą córką?”. Oczywiście teść znów nie wiedział, o co chodzi. Poważnie coś odburknął, że dziecko jest przecież tylko jedno. I znowu niezręczna cisza, a potem sobie poszedł.

Na tychże imieninach osób było sporo. Każdy, dosłownie każdy pytał się, jak się czuję, jak przygotowania w domu do nadejścia dziecka, czy jestem spakowana do szpitala, gdzie chcę rodzić itp. Pytań było mnóstwo dosłownie od każdego. Wszyscy z zainteresowaniem słuchali, rozmawiali, dopytywali. I to nie tylko o moją ciążę, ale też o Malutką, która za kilka dni idzie do szkoły, do pierwszej klasy. Pytali się o nią, czy już wszystko ma uszykowane, czy się cieszy ze szkoły i z siostry itd. Wszyscy z nami rozmawiali na te tematy, wszyscy oprócz rzecz jasna teściów… Strasznie to przykre. Nie pytają się, co u nas słychać, nie pytają się o mnie, nie pytają się nawet o Malutką. Przecież na dobrą sprawę to nawet nie wiedzą, czy Malutka jest przygowana do szkoły, czy wszystko ma… A o tym, czy my w domu jesteśmy przygotowani na dziecko, czy mamy łóżeczko, czy miejsce uszykowane, to już nawet nie wspomnę.

Teściowie rozmawiają tylko i wyłącznie o swoich emeryturach (bo teraz odchodzą z pracy) i o tym jak ciężko mają z babcią. Tylko to się liczy, nic więcej. A gdy mąż pojechał do teścia wystawić faktury, to teść krzyczał na niego, ku… ami rzucał i tak się pożarli, że mąż wyszedł z ich domu i wrócił do naszego domu cały roztrzęsiony. Łzy miał w oczach, głos mu się łamał opowiadając mi, jak z nim postąpił ojciec.

Efektem tego sporu był spieprzony dzień. Mąż bardzo takie rzeczy przeżywa. Nigdy nikomu krzywdy nie robi, ani na złość, ani na nikogo nie krzyczy. Jest dobrym człowiekiem, może nawet zbyt dobrym. I przez to zawsze obrywa.

***

A teraz coś przyjemniejszego. Malutka – jest wspaniała, kochana, cudowna. Dba o mnie, o mój brzuszek, głaszcze go, całuje. Opowiada bajki Kruszynce, śpiewa jej kołysanki. To wszystko jest urocze i bardzo miękczy serce. Już nie mogę się doczekać widoku, w którym dwie siostry zobaczą się po raz pierwszy.

***

Objawy ciąży :
- zgaga
- duży brzuch :)
- kłopoty ze schylaniem się :)

***

W tym tygodniu byliśmy też w szpitalu po odbiór wyników. Okazało się, że nie mam żadnych paciorkowców, wyniki dobre, jest ok. Uff…

Pierwsze ktg

Dodano 25 sierpnia 2017, w Bez kategorii, przez Linka

Wizyta u lekarza
Okres urlopowy, a więc było zastępstwo. Inna lekarka. I strach, niepewność, obawa przed nieznanym. Ale najpierw ktg – pierwsze w tej ciąży. W małym pokoiku, przy relaksującej muzyce, mąż, córka i ja (oczywiście z Kruszynką) przez 20 min wsłuchiwaliśmy się w bicie serca maleńkiej. Potem była wizyta. Wymaz na gbs. Usg. Waga dziecka – 2,4 kg. Wszystko jest w porządku. Podobno Kruszynka ma długie włoski – ok 2 cm. Moja waga – 54,3 kg.

Po wizycie musieliśmy przejechać się do szpitala, aby złożyć próbkę wymazu do badania. Teraz na naszej głowie jeszcze odebranie wyników.

Obraz szpitala, pacjentek, personelu (dziwnym trafem akurat niezbyt miłym) i całej tej izby przyjęć spowodował u mnie strach, którego do tej pory nie dopuszczałam do siebie. Poród, a właściwie bardziej pobyt w tym miejscu stał się w mojej głowie bardzo realny. Obawiam się, że teraz narastać we mnie będzie obawa przed szpitalem i traktowaniem mnie jak… no powiedzmy delikatnie – bez szacunku.

Objawy
- zgaga
- kopniaki i rozpychania (czasem bolesne)
- napinanie brzucha
- wielka ociężałość i powolne chodzenie
- podwójne wstawanie w nocy do łazienki
- podskakiwanie brzucha, czyli czkawka Kruszynki
- nocne kłopoty z przewróceniem się w łóżku z boku na bok

No i zauważyłam, że największym wyzwaniem mojego 35 tygodnia ciąży jest… po prostu wstanie  :-)

Otagowane:  

Burzowo przez ból zęba

Dodano 18 sierpnia 2017, w Bez kategorii, przez Linka

Po jednej z ostatnich nawałnic/burzy/wichury/ulewy/gradobicia mamy mniej drzew przed naszym blokiem. Samochodu też przez jakiś czas nie mieliśmy – właśnie był pod przewróconymi drzewami. Szczęście w nieszczęściu dużych szkód nie było. Ale matka natura zgotowała nam prawdziwy żywioł. Grzmoty, błyski, niebo brunatne, wichura nie z tej ziemi, grad – aż strach było nawet na to patrzeć. A na działce trampolina do góry nogami leżała…

Za to kilka dni później dopadł mnie okropny ból zęba. Bolało jak cholera, nieprzerwanie przez 10 godzin w dzień. Noc na szczęście okazała się zbawienna, ale rano zaraz po śniadaniu nastąpiła powtórka z rozrywki. Wybłagana wizyta u dentysty była dopiero o godz. 17:00. Do tego czasu bolało non stop… Pechowy ząb otrzymał dawkę lekarstwa, a ja przez godzinę od tego faktu umierałam z bólu. Później było zdecydowanie lepiej… Ból ustał, a ja odżyłam.

W pełni sprawna zabrałam się za dalsze prace przygotowawcze do przyjęcia nowego (długo wyczekiwanego) członka rodziny :lol: . I znów pranie, prasowanie, sprzątanie, układanie i przekładanie w szafkach, szycie itp. itd. Dodatkowo zrobiliśmy u Malutkiej w pokoju przemeblowanie – teraz jest (w miarę możliwości) bardziej przestrzennie i wygodniej z łóżeczkiem Kruszynki.

Jeśli chodzi o objawy ciąży, to nic ciekawego i wartego zauważenia nie ma. Wieczorem lub jak dlugo nic nie jem to dopada mnie zgaga. Ale nie jest taka straszna, wiec da się wytrzymać. Cukrzyca? No jest, nie da się ukryć, że zatruwa mi życie. Raz jest mi łatwiej, raz trudniej. Żyję nadzieją, że niedługo po porodzie zacznę jeść to, co chcę , kiedy chcę i w ilości jakiej chcę :-D .

Pracowicie, ale bardzo przyjemnie

Dodano 11 sierpnia 2017, w Bez kategorii, przez Linka

Pracuje. Przeczesuje piwnice w poszukiwaniu rzeczy dla Kruszynki, znajduje je i się zaczyna… Oglądanie, wspominanie, pranie, prasowanie, układanie i czekanie na nową właścicielkę tych rzeczy. Jest to mega przyjemne, ale też strasznie męczące. Często po prostu padam ze zmęczenia…

Mój brzuch jest ogromniasty. Okropnie ciężki, a mała osóbka w nim wywija tak mocno, że aż czasami usiedzieć w miejscu nie mogę. Tak nam się wydaje, że będzie z niej niezły rojber…

Zamówiłam sobie na allegro 2 sukienki ciążowe, ale też mogą być nieciążowe. Dziś przyszły i jestem z nich zadowolona. Mąż chyba jeszcze bardziej, no zaraz zamówił mi kolejne 2 sztuki, tylko innego koloru :)

Tęsknię za świeżą bułeczką z białym serkiem…

Ale jeszcze bardziej tęsknię za moją drugą córeczką. Chciałabym już mieć ją w ramionach i patrzeć, całować, przytulać… Chciałabym widzieć, jak Malutka trzyma Kruszynkę, głaszcze ją czy chociażby tylko patrzy… Chciałabym mieć je obie w swoich ramionach…

Otagowane:  

Tydzień spędzony na działce

Dodano 9 sierpnia 2017, w Bez kategorii, przez Linka

32 tydzień minął bardzo szybko. Z uwagi na tymczasowy brak wody ciepłej w mieszkaniu, przeprowadziliśmy się na działkę. A tam były akurat te wielkie upały. Tak gorąco było pierwszy raz w tym roku. Udychać nie szło. Razem z Malutką i mężem wskoczyłam też do basenu. A co tam! Brzuszek przykryłam małym mokrym ręcznikiem i Kruszynka była bezpieczna.  I było w basenie przyjemnie…

Za to dwie noce były koszmarne. Ni stąd ni zowąd wieczorem po położeniu się do łóżka zaczął boleć mnie ząb. Po jakimś czasie wzięłam apap, bo już wytrzymać się nie dało. Ku mojemu zdziwieniu ból nawet na chwilę nie zelżał. W jedną i drugą noc zasnęłam dopiero kolo 5-tej. W dzień zupełnie nic mnie nie bolało. Tylko te dwie noce były dziwne… A ból był tak wielki, że aż jęczałam i nawet całą szczęka mnie bolała. Takie czary-mary… Te noce na działce jakoś mi nie służą w ciąży. O wiele wygodniej śpi mi się w domu.